czwartek, 18 stycznia 2024

Szpital epidemiczny w Choczni po I wojnie światowej i jego kierownicy

Państwowy Szpital Epidemiczny powstał w Choczni w kwietniu 1920 roku jako reakcja na pandemię grypy hiszpanki, określanej wtedy jako influenza oraz nasilenie zachorowań na dyzenterię (czerwonkę).

O przebiegu epidemii w Choczni po I wojnie światowej można przeczytać we wcześniejszej notatce (link).

Początkowo szpital mieścił się w prywatnym budynku i miał charakter domu izolacyjnego, czyli służył bardziej do oddzielenia osób chorych od zdrowych, niż do ich leczenia. W tej formie szpital istniał do września 1920 roku, kiedy zarządzono przejęcie na cele szpitalne Domu Ludowego (Sokoła). Dotychczasowy szpital został zamknięty,  a część jego wyposażenia uległa zniszczeniu lub rekwizycjom na rzecz wojska.

Po dostosowaniu pomieszczeń w Domu Ludowym ponowne otwarcie Szpitala Epidemicznego w Choczni nastąpiło 1 grudnia 1920 roku. Był on obliczony na przyjęcie około 50 chorych. 

Na parterze Domu Ludowego znajdowała się jedna duża sala dla chorych i druga mniejsza, magazyn, kancelaria, łazienka i pralnia. Natomiast na piętrze znajdowały się mieszkania dla personelu szpitala i kuchnia. Obok szpitala dobudowano kostnicę i drewniany barak dla służby szpitalnej (jeńców z wojny polsko-bolszewickiej).

Największa liczba chorych w tym szpitalu przypadła na lipiec i sierpień 1921 roku, to znaczy na szczyt fali zachorowań na dyzenterię.

Oprócz utworzenia szpitala prowadzono również w Choczni akcję szczepień prewencyjnych przeciw czerwonce, ale ich skuteczność nie była duża - w 1920 roku zmarła w Choczni osoba dwukrotnie zaszczepiona.

Nie wiadomo dokładnie, kiedy choczeński szpital został zamknięty, ale stało się to zapewne w pierwszej poowie 1922 roku, kiedy przestano notować nowe przypadki zachorowań.

Nie wiadomo również, jaka łączna liczba chorych przewinęła się przez ten szpital i jak była w nim skuteczność leczenia (stosunek liczby osób zmarłych do ozdrowieńców). W samej Choczni epidemie po I wojnie światowej spowodowały zgon 186 osób, ale tylko część z nich była pacjentami omawianej placówki szpitalnej. Ponadto w Choczni leczono także osoby z zewnątrz. Przykładem może być tu Jan Orłowski, kierownik szkoły w Kleczy Dolnej, który trafił do szpitala w Choczni jako chory na czerwonkę. Niestety jego życia nie udało się uratować - zmarł we wrześniu 1921 roku. Na czerwonkę zmarło także w podobnym czasie pięcioro z jego siedmiorga dzieci.

Szpital Epidemiczny w Choczni w krótkim okresie swojego istnienia miał trzech kolejnych kierowników, którzy prawdopodobnie byli jedynymi lekarzami zatrudnionymi w tej placówce.

Ich nazwiska to: Zygmunt Górka, Maria Pruszyńska i Karol Krzysztoforski. 

Zygmunt Górka (1894-1941) objął kierownictwo szpitala w Choczni krótko po ukończeniu studiów medycznych, a według niektórych źródeł nie miał wtedy jeszcze dyplomu lekarza. Później pracował jako lekarz kolejowy w Krakowie, chirurg i urolog w Poznaniu oraz jako kierownik szpitala w Końskich na Kielecczyźnie. Był mężem Zofii z domu Talapka, lekarki specjalizującej się w dermatologii oraz ojcem Zygmunta Górki, chirurga, profesora Śląskiej Akaddemii Medycznej, Tomasza Górki - lekarza dermatologa, Andrzeja Górki - podporucznika Armii Krajowej i Krystyny Górki-Kisner, która podobnie jak brat Zygmunt brała udział w Powstaniu Warszwskim.

Następczynią Zygmunta Górki w choczeńskim szpitalu była wywodząca się z kresów niespełna trzydziestoletnia Maria Pruszyńska,  lekarz z niewielkim stażem (dyplom uzyskała w 1917 roku). Dr Pruszyńska specjalizowała się później w leczeniu chorób płucnych i do wybuchu II wojny światowej pracowała w Szpitalu Spółki Brackiej w Wodzisławiu oraz w Domu Zdrowia w Bystrej. W czasie II wojny światowej była więziona w obozach koncentracyjnych KL Ravensbrueck i KL Buchenwald. Po wyzwoleniu wróciła dom Polski i nadal pracowała jako lekarz w Legnicy i powiecie górowskim.

Ostatnim kierownikiem szpitala w Choczni był Karol Krzysztoforski (1884-1958) z Wadowic, absolwent wadowickiego gimnazjum (1904) i Uniwersytetu Jagiellońskiego, doktor wszech nauk lekarskich od 1911 roku. Z trójki kolejnych kierowników szpitala w Choczni był więc osobą najstarszą i najbardziej doświadczoną. Po epizodzie pracy w Choczni dr Krzysztoforski pracował jako ordynator w szpitalu powiatowym w Wadowicach i lekarz położnik. W czasie II wojny światowej był dyrektorem szpitala w Wadowicach, a po jej zakończeniu jest podawany jako lekarz ogólny w Jaworzynie Śląskiej w powiecie świdnickim (1948). Spoczywa na wadowickim cmentarzu parafialnym.



„Szopka Republiki Choczeńskiej” Józefa Putka - scena VIII i IX

 

Scena VIII

 

Żandarm

wpada

Głoszą konfidenty

Że w Choczni zachodzą

Groźne incydenty

Że pomiędzy Chocznią, a carem powiatu

Jest „wojna o pokój” ze skutkiem rozbratu

Straż w hełmach w sikawką w pogotowiu stoi

Kokoszki z Blagierą jakoś się nie boi

Że chłopstwo i babstwo w spółdzielniach kupuje

Sierpy, kosy, piły,

Głośno wykrzykuje

Po nocach wiecuje

Prowiant szykuje

I wojnę gotuje!

Trzysta psów już na wojnę weterynarz wiedzie

Zrobią z nich konserwy we wojennej biedzie

Że choczeńska sławna

I waleczna z dawna

Setna republika

Zbroi się i bryka!

Z mobilizacją gotowa już prawie

Obalić Zmurszałka – powiatodzierżawie

Lecz zbędny tu kongres, wiec i breweryja

Sprawę tę załatwi żandarmokracyja

Gdy cała Europa żandarmem zostanie

Żadna wojna, czy bunt w świecie nie powstanie

Żandarmi są świetną pokoju ostoją

Bo stale do wojny o pokój się zbroją

Gdy im wojna pokojowa o pokój się znudzi

Zrobią wojnę wodorową i wygubią ludzi

Gdy ludzie wyginą pokój zapewniony…

Porządek na świecie będzie przywrócony

Żandarmeria wie też

Gdzie prewencja wnikliwa

W każdym kątku potrzebna

Wścibska i ściśliwa.

Wie z czego powstał w Choczni nieporządek!

Jako władza niezbędna

Tajna i nadrzędna

Wiedząc, że źródłem wojny

Ostrych wieców uchwał

Jest car Zmurszał

Zrobi tu taki rozsądek:

Nie zważając wcale na żadne protesty

Zabiera Zmurszałka w celowe areszty

Choćby się spowiadał i pokornie kajał

Doraźny sąd mój tu go będzie karał!

Także Aktywitę, co Chocznię nachodzi

Wernyhorę obiecuje, Zmurszałka przywodzi

Zmusza lud do nauk

Nowej gramatyki

I dialektyki

Według wzorów sanacyjnej

Czwartobrygadowej

Piątokolumnowej

Znanej strategiki

Doraźnym moim sądem ci dwaj przestępcy marni

Otrzymują wyroku: „Niech wiszą na latarni!”

 

Nad latarnią ukazuje się kościotrup z kosą

 

Wszyscy

Zginą dwaj przestępcy marni!

Śmierć ich skosi – na latarni!

 

Żandarm

Woźny gminny za to, że róg zgubił w lesie

Że wióra z jego czapki wicher w pole niesie

Że brał się i pchał się do grubej polityki

Przy bębnie naukowe wykładał języki

Na dożywociu w więzieniu osiądzie

I tam też za karę

Co noc trąbił, a w dzień bębnił będzie

Zaś ksiądz patriota, który głupstwa gadał

Pójdzie na Bielany, by się tam spowiadał

Z mocy tego wyroku i ostrej czujności

Cala czwórka skazana na stratę tytułów i wszelkich godności

Zmurszał powiatu wraca do nazwiska Kaspra Majchrowica

Tytuł zaś woźnego utraci Bylica

Na księdza patriotę użyje się batu

Urząd stanu go ożeni, już bez celibatu!

Ten oto z Wadowic Aktywita Mieszko

Odtąd zwał się będzie Wadowita Śmieszko!

 

Wszyscy

Wszyscy stracą honor, godność!

Co za mądrość! Co za mądrość!

 

Żandarm

Jak nie przyjdzie amnestyja

Jutro rano egzekwija

Nie trzeba sprowadzać dla nich spowiednika

Mają już w areszcie Księdza Prochownika

Żony ich, co ćwiczenia w pogrzebowej mowie

I w nowych językach biorą w Andrychowie

Telegrafem wezwać, by zaraz zjechały

Nad zwłokami mężów mowy powiedziały

Oraz ślubowały

Że już nigdy więcej

Nie będą na ich głowach

Garnków rozbijały

Ani strajkowały

Ani ich z pościeli

W nocy skopywały!

A teraz słuchajcie i zważcie u siebie

Że podług wyższego rozkazu

Kto za życia chce być w niebie

Na latarni zawiśnie od razu!

 

Wszyscy

Posłuchajmy pilnie i zważmy u siebie

Że podług wyższego rozkazu

Kto za życia chce być w niebie

Tego w piekło zabiorą od razu!

 

Obywatel Pietruszka

Patrzajcie jak blade ma lica

Nasz woźny gminny Bylica

Publikował co kazali

A oni mu areszt dali

Łaski prośmy dla Bylicy!

On niewinny – rzewnie krzyczy!

 

Wszyscy

Przenajświętszo policyjo!

Wydaj jakąś amnestię!

By nasz woźny poznać mógł naukowe języki

I na polskie tłumaczyć książki z biblioteki

 

Śpiewają

Sprawiedliwo Policyjo!

Daj woźnemu amestię!

Czy widzisz jego łzy?

Nie bierze jadła, napoju

Ostawże więc go w spokoju

 

Scena IX

 

Słychać z daleka śpiew i muzykę

 

Wszyscy

To głosy od Gancarza

I światło zza bora

Kto wie? Może jedzie

Prorok Wernyhora!

 

Anioł Biały

 

Wchodzi trzymając w ręku polską chorągiew

 

Obywatele! Polacy!

Bracia! Siostry! Rodacy!

Czy nie wiecie, co się dzieje?

Bóg się rodzi, moc truchleje!

Pokój Boży wkracza z nieba

Gdyż go trzeba jakby chleba!

Ja Anioł wasz swojski

Przybywam do waszej wioski

Ten pokój wam ogłosić

I życzenia złożyć

Zacnej Choczeńskiej Gromadzie

Narodwej Gminnej Radzie

Parafii, Spółdzielniom

Związkom i ich radom

Jak również waszym z okolic sąsiadom

Przyjmijcie serdeczne i szczere życzenia

Dobrych urodzajów, zdrowia, powodzenia

Niech wam szczęście zawsze sprzyja

Zło i wojna was omija

W tym Nowym Roku!

Ogłaszam też nakaz nowy

Do powszechnej wiadomości

Szanujcie polskiej mowy

I polskiej godności!

Wy wszyscy, co rozum macie polski, zdrowy

Wy wszyscy, co polskiej szanujecie mowy

Wy wszyscy, co tutaj przyszliście do szopy

Kolędujcie po polsku, boście polskie chłopy!

 

Wszyscy

Śpiewają kolędę „Podnieś rączkę Boże Dziecie…”

 

Kurtyna

poniedziałek, 15 stycznia 2024

„Szopka Republiki Choczeńskiej” Józefa Putka - scena VII

Scena VII

Wchodzą: Woźny i Zmurszałek, powoli, uroczyście, Woźny bębni w takt marsza

 

Wszyscy

To zmurszałkowska powiatowa zmora I

To nie jest prorok Wernyhora!

Przy nim zjawa Bladolica

To nasz woźny Jaś Bylica !

 

Woźny

Cicho tam Niwałdzanie!

Nie krzyczcie Chocznianie!

 

Głosy

Jak tu siedzieć cicho

Gdy nowe bujanie…

 

Woźny

Bębni

W imieniu majestatu Zmurszałkowskiej Mości

Podać mam do publicznej i waszej wiadomości

To wszystko, co jego kanclerze kazali

Ściśle tak, jak wydrukowali

Niechaj każdy nasłuchuje

Co się tutaj publikuje!

Ponieważ tu w Choczni tylko po polsku się gada

Naukowym zaś językiem nikt tu z was nie włada

Przeto Zmurszałkowska Mość raczyła zarządzić

Naukowych języków kurs w Choczni urządzić

Tym bardziej że weszło w Choczni w brzydki nałóg

Mieć polski Drożdże, Bryndzę albo Twaróg

Mieć swego wójta, księdza, nawet posła

Brak zaś tutaj zgoła

Barana i woła

Cielaka i osła.

Brak także rzeźnika

Dla celów uboju

Dawnego ustroju

Tak złego.

Brak też architekta

By zrobił projekta

Ustroju nowego

Dobrego.

Przeto dla zyskania w tej dziedzinie normy

W Choczni będzie kurs podług formy.

Dawać będą strawę z nowej gramatyki

Z ideową zupą naukowe języki.

W bursie

Na tym kursie

W pierwszej ławce, pierwszy nauk skutek

Łykać będą ksiądz Sarna, Nowak , no i Putek!

W dalszych ławach Szczur z Kotem i inna zwierzyna

Jak Wróble, Zające, spośród gminnych  świętych - Świętek Katarzyna

Ze starostwa z Wadowic Komisarz Czapina.

Pod powałą, na piecu, na półce,

Siedział będzie Osóbka przy Gomułce

Z Kwiatkowskim do spółki.

Spychalski, choć się kajał,

Wyleciał ze szkółki – zbyt wiele nabajał.

Babiński też fifak, że chce tylko broić

Kazał go Zmurszałek ze szkółki wygonić.

Przy Dźwierznach od tyła

Zasiądzie Architekt – Obywatel Styła.

Zmurszałkowska Mość sama naukowców dobiera

Uczyć będą: Kokoszka, Cierpiałek, Blagiera.

Do szynkowania zaś ideowej zupy

Przyjeżdża Borgenicht i Leszek Gluecksmann, ten z lichwiarzów grupy.

Naukowego języka, nowej stylistyki

Róża Citron wyuczy, znana z lingwistyki.

Do wykładów dietologyi

Za dietę zjeżdża znany spec

Ciąg –tu – ciąg – wuł – hej

Prosto z Liberyi

Świadkiem zaś nauki, jak jest udzielana

Będzie Świadek z Zygodowic, w roli tercjana

Bębni

Teraz Zmurszałkowska Mość sama ogłosi wskazania

Jaki w tej szkółce będzie program nauczania!

 

Zmurszałek

Każdy w Choczni

„Brat” czy „Siostra”

„Drobniak”, „Średniak”,

„Kułakosta”

Nauczy się, co to równość

Co rewolucyjna czujność

Co instynkt klasowy

Co to jest linia

Co samokrytyka

Czy sobie zawczasu swe grzechy wytyka

Osóbkowiec, Putkowiec

Albo Gomulista

Dywersant, czy sierżant i sabotażysta

Brygadzista, satelita lub nacjonalista.

Kto robi kontrolę cen, kto zaś prasy

Kto Chińczyk, kto Słowianin oraz jakiej rasy

Kto jest w polityce najważniejsza szarża

Komu przysługuje wielkich zysków marża

Kto w wyścigu zdrowie wystawia na próbe

Czy w PZG-esie, w PCH, czy w UB

Co akcja „0”, „H”, „FOR”, czy też jakaś „PIPA”

I w świńskich kontraktacjach dębina, czy lipa

Co to świetlica

A co znów ciemnica

Co szybkościowiec

Co spółzawodnica

Co twarda dyscyplina, branżowy centralizm

Co obskurantyzm, mazgalizm, biuralizm

Co fundusz sekretny zwan dyspozycyjny

I jego pożeracz aktyw korupcyjny

Co to za rarytas

Ów sławny „Caritas”

Czym pachnie Bonifrater

Czym polityczny wiater

Co robi hiszpański pretendent

I marshallowski intendent

Co rzymska denuncjatura

Gdzie obca agentura

Co hegemonia, klasowa platforma

Co ideowa norma i reforma rolna

Co „Niemoc Chłopska” i jej komitety

Oportunistyczne, ligowe kobiety

Co przyjaźń zacieśniana

Przez noc aż do rana

Co sojusz pogłębiany, a co odchylenie

Co dzikie lewactwo lub kapitulanctwo, co zaś odszczepienie

Co plenum pełne albo próżne

I w czujnych czystkach wymiatania różne

Co propaganda, co zaś informacja

Bujda koalicyjna i opozycyja, co dokumentacja

Komu z gardła wydarto dokument

Na plenum świętokradzkiej spowiedzi monument

Co kompetencja, kadencja

Co aspekt, limit, karencja

Co zegarek lub papierośnica

Gdzie dozwolona łapówek granica

Co kursów nawał i konferencji

Ograniczonej inteligencji

Co polityczne wahanie

Wymięte przyznanie

I blade kajanie

Potym denuncjacja

W galop policja

Kokoszka instygator

Cierpiałek prokurator

Zaraz awans, kariera

Artykuły „Kuriera”

A potym tego

I owego

Jeszcze tłuka

Lege artis – prawa sztuka

Dostanie się do dziurnicy

Ciasnej kozy lub piwnicy

Entuzjazm jakby w bajce!

Ale są i winowajce

Tu kapitał nie skonał

Jak chciał internacjonał

Tam praca wyłożona

Lecz płaca zamrożona

Tu znów zimna wojna

Czyjaś koza dojna

Tam kułacko-dewocyjno klika

Tu werbalna nota, a tam encyklika

Tam wielki komplet, tu zaś małe quorum

Do gadulstwa in saecula saecucolorum…

Tu w starej kadrze młodzi prozelici

Tam w nowej chadrze starzy neofici

Tu stary, chytry, polityczny majster

Tam czeladnik, terminator, partacz albo gangster.

Tu znów komasacja

Tam ekspropriacja

Kołchozacja

I urbanizacja

Elektro- radio- czy kinofikacja

Klerykalizm, pryncypializm lub komplikacja

Anarchia, monarchia albo dyktatura

I „Choczeńska Republika” lub „Protektatura”

Jeśli tego nie powiecie

A stwierdzi to kontrola

Lub specjalna komisja

Smutna Wasza dola!

Nie pomogą Wam frazesy „pokój miłujące”

Klątwy hukną, zatwardziałych grzeszników grzmiące!

 

Woźny

Ogłoszone, co kazane

Ściśle tak, jak drukowane

Czyście wszystko już pojęli?

Wysłuchali? Zrozumieli?

 

Wszyscy

Wysłuchali…wysłuchali…

Lecz nie wiemy, co jest dalej…

 

Głosy

Wybębnili, wypaplali

Naukowo nagadali…

Dziwnie teraz „naukują”

Jak pod wieżą Babel

Nie rozumie Wojciech Kuby

A Kaina Abel

 

Wszyscy

Dziwnie też się plecie

Na tym Bożym świecie

Już się robak lęgnie

W polskiej mowy kwiecie

 

Głosy

Żaden Polak tych Uczonych

Zrozumieć nie zdoła

Tak nas mówić nie uczyła

Żadna w Polsce szkoła!

A niechaj narodowie wżdy postronni znają

Że Polacy nie gęsi i swój język mają

 

Wszyscy

Ciemno wszędzie – głucho wszędzie

Cos słyszymy

Nic nie wiemy

Co to było – co to będzie

 

Woźny

Teraz jeszcze wam otrąbie

 Wieść o atomowej oraz wodorowej

Pokojowej bombie

chce trąbić – szuka rogu

Gdziesim zabył woli róg

Kaz ta, zaś ta, cyli zginoł

Cy na warcie sie odwinoł

Kajsim zgubił woli róg

Ostał mi się ino sznur

 

Wszyscy

Śpiewają

Dali chłopu woli róg

Dali chłopu czapke z wiór

Róg huczy po lesie

Wicher wióra niesie

Niech se jeszcze wezmą sznur!